o mężczyźnie z autobusu

By Kasia on 21st May 2009 — 1 min read

W duszny dzień spotykam mężczyznę. A w zasadzie nie spotykam, a siadam obok Niego. Czy też On obok mnie. To bez znaczenia.

Widywałam Go już wcześniej. Wiem, na jakim przystanku wsiada. Wiem, że wraca do domu późnym wieczorem. Sądzę, że może być urzędnikiem. Kiedy dziś ze zniszczonej foliówki wyciągnął duży kalkulator, pomyślałam, że pewnie jest księgowym.
Trudno określić Jego wiek. Dłuższe, rozwichrzone włosy sprawiają, że może mieć więcej lat, niż wygląda. Jest bardzo wysoki. Chudy. Na twarzy widać troskę i zmęczenie. Stres namalował na niej głębokie rysy, których już nie zmywa woda z mydłem.
Kiedy wjeżdżamy na drogę szybkiego ruchu z pomiętej torby mężczyzna wyciąga teczkę. Białą. Wiązaną na kokardkę. Zwyczajną. Wyciąga z niej gruby plik kartek spiętych spinaczem.
To wydruk rozmów z gadu-gadu. Pomięty i zniszczony. Czytany pewnie do znudzenia, o każdej porze dnia i nocy. Miejscami zabrudzony. Nieznacznie uśmiecha się dostrzegając na kartce każde „Kasia”, omija wzrokiem fragmenty podpisane „ja”. To, co napisała czyta powoli, a ja widzę, że przytłacza Go każde słowo. Zmęczony i smutny odwraca głowę w stronę okna.
Nie musze wytężać wzroku, by zobaczyć datę. 12. 2007. Dawno temu.

Surrealistycznie, a za razem banalnie w niewielkim autobusie wspomnienie ludzkiego dramatu, szkolnej miłości, która nie miała prawa bytu. Bezwstydnie czytam „nie mogę powiedzieć żonie” i wzrokiem odnajduję Jego prawą dłoń. Nie ma obrączki. Nie odwracam głowy, kiedy On przewraca kartki. Myślę, że powinien zwrócić mi uwagę.
Kiedy autobus zatrzymuje się na ostatnim przystanku pospiesznie, choć bardzo ostrożnie, chowa kartki do teczki. Wychodzi przede mną. Zawstydzona idę za Nim przez jakiś czas. Myślę o miłości i niespełnieniu. O ludzkich dramatach, które rozgrywają się w duszny dzień w autobusie sieci Da-Mi.

Posted in: felieton

Leave a comment

Get in Touch

Your contact message.