get up in the morning

By Kasia on 25th May 2011 — 3 mins read

5.00. Niespiesznie wyłączyła dzwoniący budzik. Pomyślała, że musi zmienić jego dźwięk. Ten zaczynał Ją drażnić. Lubiła wcześnie wstawać. I lubiła te swoje leniwe poranki.

Prysznic. Kawa. Śniadanie. Makijaż. Pobieżnie przejrzana prasa. Szlafrok. Dobrze skrojona garsonka. Spięte włosy. Szpilki. Teczka.

Wchodziła kilka minut przed 7.00. Droga do pracy zwykle zajmowała Jej zaledwie kilka minut. Kupując mieszkanie w centrum miasta miała nadzieję rzadziej jeździć samochodem.

Szła więc niespiesznie. Pomyślała, że już prawie lato. Kolejne lato.

W dni takie jak dziś przyznawała sama przed sobą, że praca zawładnęła Jej życiem. To nie to, żeby była niezadowolona. Czasem tylko żałowała, że w Jej życiu nie ma żadnego mężczyzny, żadnej przyjaciółki, może nawet dziecka.

Nie planowała zostać bussineswoman. Życie trochę wybrało za Nią. Trochę pomógł przypadek. Nie, nie była tego rodzaju kobietą – wieczorami nie analizowała minionego dnia. Nie składała noworocznych postanowień. Nie zastanawiała się czy robi dobrze czy źle. Poddawała się życiu i pozwalała, by to ono Nią kierowało.

Skarciła się w myślach za te poranne rozważania. Wiodła wygodne, dostatnie życie. Miała pracę, którą lubiła, i która pozwalała Jej żyć na wysokim poziomie. Nie lubiła zastanawiać się, co by było gdyby. Gdyby miała męża. Gdyby nie pracowała w korporacji. Gdyby częściej wychodziła z domu.

Była na to zbyt praktyczna.

A jednak, nie wiedzieć czemu, ten poranek był inny. Nie szła przed siebie pewnym krokiem, choć nadal dostrzegała ukradkowe spojrzenia mijanych mężczyzn. Tak, była atrakcyjna. Szczupła. Zadbana. Elegancka. Było to miłe, ale nie stanowiło dla Niej jakiejś większej wartości. Powierzchowność nie zajmowała zbytnio Jej uwagi. Mimo to swoje stroje dobierała uważnie. Przede wszystkim miały podkreślać Jej pozycję w firmie. Były to więc dobrze skrojone kostiumy od znanych projektantów w stonowanych kolorach. Uzupełniała Je dodatkami. Czasem, butami, czasem biżuterią. Przed wyjściem z domu zerkała w lustro, by szybko ocenić jak wygląda. Zwykle kończyło się to aprobującym skinieniem głowy. Wiedziała, że musi dobrze wyglądać. Kiedy stwierdzała, że tak jest, wychodziła z domu. I już o tym nie myślała.

Nie chciała być kimś innym. Nie chciała mieć innego życia. To, które miała teraz było w porządku.

No właśnie. W porządku. Przez moment rozważała te niewypowiedziane słowa. W porządku to chyba trochę za mało. Pomyślała, że mogłaby zrobić coś spontanicznie. Wziąć kilka dni urlopu i gdzieś wyjechać. Może kogoś poznać. Może umówić się na randkę. Może potańczyć.

Jeszcze w windzie planowała ten dzień. Za chwilę zadzwoni do biura podróży i zda się na wybór jego pracownika. Była już w wielu miejscach na świecie. I, prawdę mówić, w tej chwili nie przychodziło Jej do głowy żadne miejsce, które chciałaby zobaczyć. Ale to nic. Poprosi o rezerwację na najbliższy wolny termin. Tak, może być nawet na jutro. Wracając z pracy zrobi niewielkie zakupy. Zje obiad w swojej ulubionej knajpce i wróci do domu, by się spakować. Jutro będzie leżała na jakiejś plaży i postara się choć trochę pokierować swoim życiem. Może trochę je zmienić?

Dzień minął w atmosferze ogólnego napięcia, które od samego rano udzielało się pracownikom firmy. Niepodpisany kontrakt. Negocjowane warunki. Trochę pretensji. I niezadowolenie kierownictwa.

Nie zdążyła zadzwonić do biura podróży.

Posted in: opowiadanie

Leave a comment

Get in Touch

Your contact message.