Krakowskie Przedmieście 3/7

By Kasia on 3rd June 2009 — 3 mins read

       Trochę bała się tego spotkania. Od samego rana nerwowo przeczesywała dłonią włosy. Kilkakrotnie zmieniała sukienkę. Chciała wyglądać elegancko, choć niezobowiązująco. Jak każda kobieta, w podobnej sytuacji, udać, że obudziła się tak uczesana i umalowana. A na wybranie stroju poświęciła najwyżej kilka sekund.
       Głęboko zaczerpnęła powietrza, kiedy usłyszała dźwięk dzwonka. Wstała i odruchowo wygładziła sukienkę.
– Miło Cię widzieć.
Kłamał. Zawsze wiedziała kiedy kłamie. Wyglądał elegancko, choć swobodnie. Uśmiechnęła się gorzko uświadamiając sobie, że on faktycznie tak się obudził. Wziął tylko prysznic i wypił kawę. Lniany garnitur wybrał pewnie w ciągu kilku sekund. Nie ogolił się. Ale to nie szkodziło. I tak wyglądał przystojnie. Nim zaprosiła Go do środka zastanawiała się, co robił zanim przyszedł do Niej.
       Zbyt chętnie zgodził się na propozycję wspólnego wypicia kawy. Miała nadzieje, że ich spotkanie zakończy się w progu. Wzięła głęboki oddech i ruchem ręki zaprosiła Go do salonu. Sama poszła do kuchni przygotować kawę.
– Jak praca?
– Dobrze, dziękuję.
Przez chwilę panowała niezręczna cisza.
– Skończyłaś książkę? – W jego głosie usłyszała troskę.
Zawahała się. Chyba miała ochotę uderzyć Go w twarz. Zamiast tego odpowiedziała spokojnie.
– Prawie. Jeszcze tylko ostatnie poprawki.
Wypiła łyk kawy. To była dobra odpowiedź. Krótka i rzeczowa. Nie miała ochoty rozmawiać z Nim o swojej pracy. Prawdę mówiąc, w ogóle nie miała ochoty z Nim rozmawiać. By zakończyć temat zapytała o Jego matkę. Nie zbyt interesował Ją Jej stan zdrowia, ale uznała to za bezpieczny temat. Na zadawane pytania odpowiadał podobnie jak Ona – spokojnie i rzeczowo. Na Jego twarzy nie malowały się żadne emocje, do czasu, kiedy nie zapytał o paszport.
Tak, znalazła go. Już przynosi.
Wstając, kątem oka zobaczyła jak oddycha z ulgą, a z Jego twarzy znika napięcie.

       Byli małżeństwem przez prawie 20 lat. Pisali, podróżowali. W wolnych chwilach Ona malowała, a On żeglował. Swoją obecną żonę poznał chyba gdzieś na Mazurach. Zakochał się.
Przyczyn rozwodu było co najmniej kilka. Tamta kobieta była tylko jedną z nich. Nie było sensu mieć do niej żalu.
       Rozwód chyba nie był bolesny, ani nieprzyjemny. Chyba, bo niewiele pamiętała z tamtego okresu. Jedynie to, że chciała zachować się z klasą.
Potem najbardziej bolała Ją utrata nie męża, a przyjaciela. Byli dość dziwną parą. Od zawsze w pierwszej kolejności byli przyjaciółmi, dopiero potem małżeństwem. Odkąd się poznali godzinami rozmawiali o sztuce, podróżach, przeczytanych książkach. Po rozwodzie w domu zapanowała nieznośna cisza. Nie zagłuszała jej głośna muzyka, ani śmiech przyjaciółek. Ciężko było pisać, bez Jego krytycznych, choć zawsze trafnych, uwag. Ciężko było wybrać miejsce na wakacje, bez Jego porad. A nader wszystko ciężko było pić w samotności kawę.

       Przecząco pokręciła głową. Jest w tym pokoju za długo. Takie rozważania i wspomnienia nie mają sensu. Znów wygładziła sukienkę. Poprawiła włosy. I zdobyła się na lekki uśmiech.
– Bardzo proszę.
W myślach skrzywiła się słysząc własne słowa. Zabrzmiały zbyt oficjalnie, niemal urzędowo.
– Przepraszam za kłopot.
– Nie straciłam zbyt wiele czasu szukając go. Był w małej szufladzie w pracowni.
Nagle zdała sobie sprawę, że On wie doskonale gdzie jest ta mała szuflada. Że przez lata w tym domu nic się nie zmieniło. Poczuła się zażenowana, że podczas gdy Jego życie się zmienia, Jej stoi w miejscu.
       Po Jego wyjściu odczekała kilka minut. Nie przebierając się pojechała po farby i kilka innych drobiazgów. Jeszcze dziś przemaluje mieszkanie. I chyba zrezygnuje z pracowni. Przecież i tak Ona pisze głównie na tarasie.

Posted in: felieton

Leave a comment

Get in Touch

Your contact message.