love and table

By Kasia on 30th September 2009 — 1 min read

Powoli wlała herbatę do dzbanka. Wybrała duże kubki, bo od zawsze uważała, że takie są najlepsze, i ostrożnie postawiła na stole.
Stół był duży i ciężki. Przez lata siadano przy nim, by rozmawiać. By opowiadać, śmiać się i płakać. Rzadko jedzono przy nim posiłki. Powierzchnia stołu była zarezerwowana bardziej dla ludzkich dramatów, niż ziemniaków z sosem i surówką. Historie swobodnie się na nim rozlewały. Wsiąkały w stare drewno. Zostawały po nich rysy i ślady nerwowego skrobania brzegów.
Dziś miało być tak samo.

Postawiła przed Nią dzbanek i wciąż jeszcze gorący jabłecznik.
Rzadko piekła ciasta. Była na to zbyt nowoczesna i zbyt zapracowana. A jednak zawsze gdy czuła, że wydarzy się coś złego, podobnie jak matka, piekła jabłecznik. Tak jakby ciepło ciasta miało ogrzać rozszarpaną duszę.
– Mów. – Powiedziała cicho.
Ale Ona nie miała siły mówić. Ciężkie słowa więzły w gardle. Wypowiadane cicho mieszały się ze szlochem.
Oczywiście, że Ją zostawia. To i tak nie miało już sensu. Wszyscy wiedzieli o Jego romansach. O młodych asystentach, ponętnych sekretarkach i ciągłej nieobecności w domu. O dzieciach, które nie do końca wiedziały co to znaczy mieć tatę.
Oczywiście, że się rozwodzą. Chyba nawet bez orzekania o winie. Sama nie wie. Chyba nie ma siły. Chyba woli po cichu.

Nie tknęła jabłecznika. Wypiła tylko kilka łyków herbaty.
Szczupłą dłonią dotykała porysowanego blatu stołu. Trochę tak, jakby chciała zaczerpnąć od niego trochę siły.
Ale stół był już zmęczony. Od lat słucha tylko smutnych historii.

Posted in: opowiadanie

Leave a comment

Get in Touch

Your contact message.