między Bogiem a prawdą

By Kasia on 12th June 2009 — 2 mins read

Jej życie miało wyglądać inaczej.
Widziała to od bardzo już dawna.
I to nie to, żeby była nieszczęśliwa. Po prostu gdzieś głęboko czuła, że do szczęścia potrzeba Jej czegoś więcej.
Jeszcze kiedy mieszkała z rodzicami, powtarzała sobie, że już niedługo wszystko się zmieni. Będzie wstawała wcześniej, nie lubiła w sobie, tego, że budzi się tak późno, i zaczynała dzień aktywnie. Powinna też chyba zacząć uprawiać jakiś sport. Nie dla lepszego wyglądu, na ten nie narzekała jakoś szczególnie, a dla lepszego samopoczucia. Powinna biegać każdego ranka. Tak, bezsprzecznie kusiła Ją wizja porannego joggingu. Wysoko upiętych włosów, ciemnego dresu, energicznej muzyki, jakiej będzie słuchała. Może też, za jakiś czas, powinna kupić sobie psa? Wizja biegania z psem jest jeszcze bardziej kusząca.
Ale to jeszcze nie teraz. To za jakiś czas.
Sądziła, że kiedy zamieszka już sama, zawsze będzie miała porządek w szafkach w kuchni. Drażniły Ją małe okruszki, które znaleźć można między szklankami i talerzami. I z pewnością, w swoim, domu nie będzie miała zasłon. Za tymi też nie przepadała. Może ewentualnie krótkie firanki.
I nigdy też nie będzie odkładała niczego na później. Prania, prasowania, ani składania ubrań. Będzie robiła wszystko na bieżąco i w ten sposób w Jej domu zawsze będzie porządek. Zawsze też będzie w nim miała świeże kwiaty.
Ale nie, to jeszcze nie teraz.
Wiedziała też, że Jej przyszłe życie powinno być bardziej spontaniczne. Bez ciągłego planowania i zastanawiania się, czy aby na pewno to się opłaca. Powinna też częściej wyjeżdżać. Tak, zdecydowanie. Będzie też częściej wyjeżdżać. I mniejszą wagę przykładać do pieniędzy.
Ale to jeszcze nie teraz.

Jeszcze nie teraz przeciągało się w czasie. Nigdy nie znalazła dość chęci i samozaparcia, by biegać codziennie. Próbowała kilka razy, ale dobrze wiedziała, że, między Bogiem a prawdą, nie miało to większego sensu. A kupnie psa też nie było mowy.
Jej mąż nie znosił zwierząt. Z resztą małe mieszkanie na czwartym piętrze nie sprzyjało kupnie na przykład Labladora.
Mieszkanie było zadbane i czyste. Choć za każdym razem, po powrocie z pracy, najpierw składała rzeczy, które poprzedniego dnia zostawiła na fotelu, a potem, zmęczonym wzrokiem, spoglądała na stertę prasowania.
Gdzieś między rodziną a pracą zgubiła marzenia o świeżych kwiatach, jasnym przestronnym wnętrzu i nieodkładaniu niczego na później.
Czasem tylko, kiedy już zasłoniła ciężkie zasłony myślała o tym, że Jej życie powinno wyglądać inaczej. Być bardziej spontaniczne. I powinna też zacząć ćwiczyć. I częściej wyjeżdżać. I przestać przejmować się pieniędzmi.

Posted in: felieton

Leave a comment

  • hm… przeciągle.
    W zasadzie, nie mogę sobie uzmysłowić wspinaczki pięknego zwierzęcia na czwarte piętro, tak gwoli labradora w tekście. To stworzenie to perszing pędu do przodu, lecz nie pod górkę. W tym miejscy rzeknę tak bez ogródek, labrador mógłby być mi przyjacielem.
    Odnośnie ćwiczeń, dobre są myślowe choć poniekąd mogę polecić konną musztrę. Z szacunku dla rodzaju ludzkiego, koń jednak lepiej czuje. Przede wszystkim czas, swym węchem, ruchem, drżeniem i przeczuciem.
    W zasadzie, same myślenie o tym co chciałoby się a co się robi to sprawa tak rozbieżna, bez porównania, bowiem od tego pękłaby powierzchnia ,czegoś co zwie się ekranem laptopa, załóżmy, że mojego, choć kto powiedział że to nie płaszczyzna zwyczajnego ekranu kina domowego.
    Zatem, od konstrukcji chęci niedwuznacznej lepiej ruszyć przysłowiowe gnaty.
    polecam.

Get in Touch

Your contact message.