o nieuprzejmej śmierci

By Kasia on 4th June 2009 — 1 min read

– Jak to nie żyje?
Wypowiadając te słowa nie wiedziała, że ten obraz będzie prześladował Ją przez resztę życia. Ona w długiej, zielonej sukience i czerwonych koralach, zła i zdenerwowana, zadająca to idiotyczne pytanie. Czasem myślała, że ktoś powinien wtedy rozłożyć ręce i odpowiedzieć Jej tak to. Bo przecież na pytania o śmierć nigdy nie ma dobrej odpowiedzi.
– Jak to nie żyje? – powtórzyła, mając nadzieje, że ktoś widząc Jej złość odwoła to wszystko i przeprosi za zamieszanie.
Już zawsze miała wstydzić się swojej reakcji. Gdy nikt nie odpowiedział, odwróciła się na pięcie i wyszła.
Nie poszła na pogrzeb.

Iga była jej przyjaciółką od prawie zawsze. Czas zatarł w Jej pamięci moment, w którym się poznały. Może w ogóle go nie było?
Czasem nie miały dla siebie czasu, czasem się na siebie gniewały. Kwestionowały wybory życiowych partnerów i wybrany kolor ścian. Ale zawsze miały tę niezachwianą pewność, że są dla siebie. Nawet, jeśli nie obok siebie.
Wzajemnie się wspierały. Pomagały sobie, kiedy życie okazywało się zbyt okrutne.
Iga miała swój stary rower, na którym chciała przemierzyć świat. Póki co przemarzała okolicę. Jazda odprężała Ją, pozwalała zebrać myśli.
Nikt nigdy nie miał się dowiedzieć, o czym myślała w chwili wypadku. Czy rozglądała się dookoła. Czy słuchała muzyki. Czy była szczęśliwa.
Podobno ktoś Jej nie zauważył. Podobno mężczyzna w średnim wieku niespodziewanie przyspieszył. Podobno i podobno.
To i tak bez znaczenia. Iga zmarła na miejscu. Rozległe obrażenia ciała.
Nikt się z Nią nie pożegnał. Nikt nie powiedział, że jest ważna. Nikt nie zapewnił, że będzie za Nią tęsknił.
Nikt też nie przewidział, że śmierć przyjdzie akurat tego dnia.
Zdecydowanie za wcześnie.
Nieuprzejmie, bo bez ostrzeżenia.

Posted in: felieton

Leave a comment

Get in Touch

Your contact message.