she should

By Kasia on 12th April 2010 — 1 min read

Miarowe tykanie zegara. Miała wrażenie, że tylko tyle zostało w tym domu.
Przeraźliwie równe. Głośne. Skończone.

Przez lata małżeństwa zdążyli przerobić wszystkie możliwe etapy. Miłość, przyjaźń, obojętność, znudzenie, irytację. Były leniwe sobotnie poranki i wrzaski do białego świtu. Potem było dzielenie rzeczy, oddawanie starych prezentów, obwinianie się o wszystko. Na samym końcu przeszła obojętność.
Wiedziała aż nazbyt dobrze, że Jej życie nie potoczyło się tak, jakby tego chciała. I choć wciąż widziała siebie mówiącą “oraz, że nie opuszczę Cię aż do śmierci”, nie mogła pozbyć się wrażenia, że ich miłość nie mogła skończyć się inaczej.
Nie, nie była cyniczna.
Długo walczyli o siebie i o życie jakie udało im się stworzyć. Raz po raz padały obietnice i zapewnienia. Ale chyba oboje wiedzieli, że na dłuższą metę nie ma to sensu.

Ciężko zawyrokować czy wraz z decyzją o rozstaniu pękło Jej serce. Ponoć tak powinno być. Powinna płakać nad nieudanym życiem i małżeństwem, które okazało się nie być na zawsze. Powinna czuć się przegrana.
Kiedyś płakała, rozważała, rozmyślała. Ale potem obiecywali sobie, że jeszcze się postarają. A potem jeszcze raz. Za każdym razem miało być inaczej. Nigdy nie było.

Teraz, w środku nocy, kiedy stała przed ciemnym oknem nie mogła oprzeć się wrażeniu, że próbowali zbyt długo. Zapaliła papierosa. Może, pomyślała, gdyby miała 30, a nie 40 lat, byłoby Jej łatwiej rozpocząć nowe życie? Spakować książki w brązowe kartony, okleić szeroką taśmą i wyjechać, gdzieś daleko.

Stała nieruchomo jeszcze przez chwile. Wciąż słyszała głośne tykanie zegara.
Próbowali się ocalić zbyt długo.

Posted in: opowiadanie

Leave a comment

Get in Touch

Your contact message.